W branży elektroenergetycznej znakiem czasu jest niepewność. Niegdysiejsza energetyka zwana w Polsce zawodową, czyli złożona z wielkich bloków konwencjonalnych, wytwarzała energię elektryczną liniowo, na podstawie przewidywalnych grafików, tak aby pokryć prognozowane zapotrzebowanie. Pojawienie się odnawialnych źródeł energii (OZE) całkowicie zmieniło branżę.
O wyzwaniach, przed którymi stoją branża oraz firma Polskie Sieci Elektroenergetyczne, mówi prezes zarządu PSE Eryk Kłossowski.
Jakie trendy obserwuje pan w swojej branży?
Po przeszło 150 latach od rewolucji przemysłowej, która dzięki wykorzystaniu paliw kopalnych uwolniła gospodarkę od zależności od sił natury i kaprysów klimatu, na nowo zdajemy się na słońce i wiatr, akceptując związaną z tym nieprzewidywalność. Im większa koncentracja wytwarzania energii ze źródeł pracujących niestabilnie, tym bardziej nieprzewidywalne są grafiki bloków węglowych i gazowych – te jednostki muszą ustępować miejsca na rynku źródłom odnawialnym nie tylko ze względu na wyższy koszt krańcowy ich produkcji, lecz również dlatego, że tak nakazuje europejskie prawo. Przedsiębiorstwa branży energetycznej dostosowują swoje strategie do panującej niepewności, muszą ją uwzględniać strategie sprzedażowe wytwórców energii oraz plany operatora systemu przesyłowego, który odpowiada za pokrycie zapotrzebowania na moc ze źródeł krajowych i importu.
Niepewność powinny też uwzględniać plany rozwojowe dotyczące infrastruktury przesyłowej – nie jest pewne, czy zaprojektowana 15 lat temu sieć będzie odpowiadać potrzebom wytwórców i odbiorców za kolejne 15 lat. To wielka zmiana. Na tę niepewność płynącą z niestabilności nowych źródeł energii nakłada się również niepewność co do perspektyw rozwoju technologii. Oczekiwaniu części polityków i opinii publicznej co do rychłego zastąpienia węgla trudno sprostać, gdyż poza atomem, mającym złą prasę od czasów Fukushimy, nie pojawiła się jeszcze technologia wytwarzania energii elektrycznej, która dorównywałaby mu sprawnością. Wszyscy mają świadomość, że prawdopodobnie stoimy u progu przełomu polegającego na znaczącym spadku kosztów magazynowania energii i tym samym wzroście jego efektywności. Nie wiadomo, kiedy pojawi się taka przełomowa technologia. Jak dotychczas ani tzw. gęstość energetyczna dostępnych technologii (magazynowanie w elektrowniach szczytowo‑pompowych, podziemne magazynowanie sprężonego powietrza, baterie litowo‑jonowe), ani wymagane nakłady kapitałowe na pełnoskalowe wdrożenia nie zachęcają do ich wykorzystania. Wobec tej niepewności duzi gracze rynkowi podejmują działania ukierunkowane na poszukiwanie wartości w innych segmentach łańcucha dostaw niż wytwarzanie i sprzedaż energii elektrycznej: próbują wiązać oferty z usługami dodanymi lub też próbują zachęcać odbiorców do wdrożenia przynajmniej niektórych elementów modelu prosumenta.
To wszystko jednak jest próbą przeczekania, zwykłą grą na zwłokę, bo spadające stopy zwrotu na projektach konwencjonalnych, ograniczenia w dostępie do kapitału i wysokie premie na pokrycie ryzyka są faktem. Gospodarek uprzemysłowionego świata nie stać na to, aby inwestorzy w poszukiwaniu wyższych i bardziej pewnych zwrotów odcięli finansowanie wytwórcom konwencjonalnym albo aby wytwórcy odstawili moce konwencjonalne i skupili się wyłącznie na OZE. Niepewność dotyczy zatem również kroków, jakie podejmą rządy i regulatorzy w obliczu groźby awarii zasilania.
Obecnie trwają prace legislacyjne przy kodeksach sieciowych. Jak PSE się włącza w te prace i jakie powinny znaleźć się zapisy, aby branża rozwijała się stabilnie i odpowiedzialnie społecznie?
Jakość i faktyczna użyteczność wielu rozwiązań określonych w kodeksach sieciowych będzie zależeć od sposobu ich wdrożenia, a implementacja odbywa się na różnych poziomach – europejskim, regionalnym i krajowym. Aktywnie uczestniczymy w pracach wdrożeniowych na wszystkich poziomach. Najważniejsze zagadnienia z punktu widzenia polskiego rynku energii to zapewnienie efektywnej metody wyznaczania zdolności przesyłowych na obszarze UE, a zwłaszcza równoprawnego dostępu do zasobów dla wszystkich uczestników rynku i ograniczenia zjawiska przepływów nieplanowych, wynikających z niewłaściwie zdefiniowanych obszarów rynkowych. Ponadto alokacja zdolności przesyłowych powinna być oparta na mechanizmie flow‑based, obejmującym obszar Europy kontynentalnej. Tylko takie rozwiązanie jest w stanie zapewnić właściwe uwzględnienie zależności pomiędzy przepływami na poszczególnych liniach w silnie połączonej oczkowej sieci przesyłowej.
To tylko pierwszy krok na drodze do zapewnienia efektywnej integracji polskiego systemu elektroenergetycznego z pozostałymi systemami w UE. Pakiet „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków” przewiduje nowe kodeksy sieciowe m.in. w zakresie tak istotnych zagadnień, jak: taryfy, zarządzanie aktywnym odbiorem i magazynami energii.
Z jakimi głównymi wyzwaniami musi się zmierzyć PSE, aby zrealizować przyjętą strategię rozwoju na lata 2017–2019?
Strategia PSE zmierza do tego, aby uczynić ze spółki sprawny podmiot, szybko, elastycznie i skutecznie reagujący na zmieniające się otoczenie i działający efektywnie. Potrzebujemy „zwinnego” przedsiębiorstwa. Chcemy odpowiadać na wyzwania rynkowe i technologiczne, jakie czekają rynek energii elektrycznej w najbliższym czasie.
Przedstawiony przez Komisję Europejską pakiet projektów zmian legislacyjnych wymaga w naszej opinii korekty. Niektóre z rozwiązań mogą zagrozić bezpiecznej pracy połączonych systemów elektroenergetycznych UE. Na przykład projekt regionalnych centrów operacyjnych. Bez wystarczających umocowań traktatowych oraz określenia odpowiedzialności, w tym materialnej, centra mają odpowiadać za znaczną część przygotowań i planowania pracy systemów elektroenergetycznych. To niebezpieczne rozwiązanie. W stosunku do całości propozycji pakietu „Czysta energia” PSE będą formułować swoje stanowisko i prezentować opinię wobec interesariuszy, opinii publicznej, a także legislatorów UE.
Oczywiście pierwszorzędnym znaczeniem w strategii PSE jest utrzymanie w bezpiecznym stanie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego.
Co pan czyta w HBRP i jakiego typu teksty są dla pana inspiracją w zarządzaniu spółką?
Najbardziej trafiają do mnie studia przypadków, w jakich znajdowały się wielkie, zasiedziałe na rynku koncerny w czasach przełomu w dobie różnych rewolucji, na przykład cyfryzacji albo pojawienia się Internetu. Interesujące są zarówno te, które opisują fiasko w dostosowaniu się do oczekiwań rynku i w adaptacji destabilizującej technologii do własnego łańcucha dostaw, jak i te, które pokazują przykłady sukcesu. Interesują mnie wszystkie aspekty zarządzania przedsiębiorstwem, którego pozycji zagraża pojawienie się nowych zjawisk. U świtu ery energetyki prosumenckiej to niezwykle ważne, aby odpowiednio wcześnie zacząć formułować opcje strategiczne dla przedsiębiorstwa. Również operator systemu przesyłowego może się znaleźć w pozycji gracza zmuszonego do zejścia z rynku, jeśli nie odnajdzie się w nowej rzeczywistości.
Nasze analizy wykazały, że jeśli w polskim systemie pojawi się około 5 GW źródeł rozproszonych pracujących stabilnie, tzn. w reżymie 24/7/365, zarówno tych małych, zasilających domy jednorodzinne, jak i większych, zaspokajających zapotrzebowanie fabryk i centrów handlowych, to PSE będzie zmuszone zlikwidować kilka tysięcy kilometrów odcinków sieci najwyższych napięć. I wcale nie spowoduje to problemów dla systemu, np. dla stabilności napięć w poszczególnych obszarach geograficznych systemu. Spowoduje to natomiast osierocenie kosztów wybudowanej infrastruktury – bo amortyzacja sieci jest przenoszona na odbiorców w taryfie przesyłowej. A przecież odbiorcy się odłączą od sieci. Owszem, sieć może wówczas pozostać swoistym „backupem” dla lokalnych instalacji na czas ich awarii albo gdy wyczerpie się pojemność baterii magazynujących energię z lokalnych ogniw fotowoltaicznych, ale będzie to prawdopodobnie „backup” bardzo drogi, kompletnie nieatrakcyjny dla większości konsumentów. PSE będzie musiało się zatem odnaleźć i już dziś myślimy o tym, jak sobie z taką sytuacją poradzić.
O czym chciałby pan czytać na łamach HBRP w przyszłości?
Cenię HBRP i jestem przekonany, że nadal będę jego stałym czytelnikiem, zwłaszcza jeśli będzie podążać – tak jak dotychczas – za duchem zmieniających się czasów, nie zapominając o historii, na której się uczymy i z której trzeba wyciągać wnioski.